Home»Aktualności»Anna Grygier-Wójtowicz: Cieszę się każdym krokiem do przodu!

Anna Grygier-Wójtowicz: Cieszę się każdym krokiem do przodu!

Zawodniczka Anna Grygier -Wójtowicz, uczestniczka HPP w kategorii Seniorów opowiada o tym, że warto wierzyć w swojego konia i nie poddawać przeciwnościom losu.

4
Shares
Pinterest Google+

„Już w pierwszym dniu po przyjeździe do naszej stajni, mocno zaakcentował swoją obecność doszczętnie demolując boks, co zapowiadało, że nudzić się z nim raczej nie będziemy.” – Zawodniczka Anna Grygier – Wójtowicz, uczestniczka HPP w kategorii Seniorów opowiada o tym, że warto wierzyć w swojego konia i nie poddawać przeciwnościom losu.

Pierwsze szlify jeździeckie zbierałam u przedwojennego kawalerzysty Szkoły Grudziądzkiej  Jerzego Lecewicza w małej stajence pod Lublinem. Zakorzenił on we mnie obowiązkowość, szacunek do zwierzęcia jakim jest koń i poczucie odpowiedzialności. Jazdę konną musiałam wtedy odrabiać pracą w stajni. Później jeździłam w kilku lubelskich klubach. Moja przygoda z ujeżdżeniem zaczęła się od startów w mistrzostwach woj. lubelskiego, na których wielokrotnie zdobywałam medale począwszy od kategorii juniorskiej. Jednak największe moje sukcesy są związane z Rammsteinem.

kazimierz i rzeczyca 001

Rammsteina nabył mój mąż Tomek, gdy ten miał zaledwie 2 lata. Już w pierwszym dniu po przyjeździe do naszej stajni, mocno zaakcentował swoją obecność doszczętnie demolując boks, co zapowiadało, że nudzić się z nim raczej nie będziemy. W 2004 roku dostał się na zakład treningowy w Bogusławicach, gdzie jedynie dzielny Pan Kazio znalazł z nim nić porozumienia. Za predyspozycje do ujeżdżenia i  skoków dostał wysokie noty, zaś za charakter… no cóż… wręcz przeciwnie. Początkowo chodził skoki pod moim mężem, dochodząc do klasy CC, jednak ja pozbawiona wtedy konia ujeżdżeniowego postanowiłam go przejąć, stwierdzając, że Tomek i tak ma za dużo koni do jazdy. Tak to się zaczęło.

11692542_1002542143098675_1741662708391216119_n

Ramik prywatnie? W boksie anioł, pod siodłem diabeł. Z Ramikiem łączy nas trudna miłość. Jest to koń, który nauczył mnie olbrzymiej pokory. Wpędzał mnie w skrajne emocje od euforii po całkowite zwątpienie. Płakałam, rezygnowałam… po czym zagryzałam zęby i znowu wsiadałam. Usilnie motywował mnie i wspierał w tym mój mąż, który zawsze na siłę wypychał mnie na głęboką wodę. Początkowo mieliśmy kilka wzlotów (np. 3. miejsce podczas MPMK Książ w 6-cio latkach) i jeszcze więcej upadków. Po drobnych sukcesach koń natychmiast pokazywał mi „kto tu naprawdę rządzi i gdzie jest moje miejsce w szeregu”. Wiele osób zadawało mi pytanie, po co się z takim koniem użerać? Ja od samego początku bardzo w niego wierzyłam i liczyłam na to, że kiedyś będzie wreszcie tak, jak to sobie wymyśliłam.

10291815_781453125207579_7376973285358920701_n

Rammstein to koń niezwykle specyficzny, nieuznający „łamania na siłę”, o bardzo trudnym charakterze, który bardzo szybko popada w ekscytację i bardzo długo się wycisza. Jedyną drogą dotarcia do tego konia była cierpliwość i determinacja. Bardzo wiele zawdzięczam tutaj współpracy z Olgą Michalik, której  trafne uwagi, zaangażowanie i wskazówki są nieocenione przy pracy z tak wymagającym partnerem.  Treningi z Olgą zaowocowały 9. miejscem w HPP w kategorii seniorów  oraz udanym startem w lubelskiej Cavaliadzie, który ze względu na Ramika charakter był dla mnie nie lada wyzwaniem. Moje starty i zdobywanie cennego doświadczenia były możliwe również dzięki wsparciu naszych partnerów Gosi i Sylwkowi Dudzik (LCM).

Nie posiadam konkretnych planów na przyszłość. Najważniejsze dla mnie jest to, żeby czerpać radość z obcowania z tym koniem, doskonalić się jako jeździec i cieszyć się  każdym kolejnym krokiem do przodu. Jeździectwo to moja wielka pasja i hobby. Uprawiam je amatorsko, gdyż na co dzień jestem lektorem języka niemieckiego. W najbliższej przyszłości chciałabym natomiast rozpocząć starty na swoich młodych koniach, z których dwa są właśnie po Rammsteinie. Mam nadzieję, że tym razem to ja je będę zaskakiwać, a nie one mnie 😉

Korzystając z okazji chciałabym również serdecznie podziękować p. Jarosławowi Wierzchowskiemu  oraz Markowi Dachno, którzy zechcieli podzielić się swoim olbrzymim doświadczeniem w pracy z tak trudnym koniem jak Ramik.

Zdjęcia: z archiwum Anny Grygier- Wójtowicz

Previous post

Kristina Sprehe na drodze do RIO

Next post

Wynki pierwszego dnia CDI München