Home»Aktualności»Trudna droga do sukcesu

Trudna droga do sukcesu

Oglądając jeźdźców będących w czołówce rankingu FEI nierzadko miewamy ukłucie zazdrości, ale czy zdajemy sobie sprawę, co musieli przejść najlepsi jeźdźcy zanim osiągnęli mistrzostwo? Każdy przecież miewa problemy z końmi. A jakie problemy sprawiają najlepsze konie na świecie?

1
Shares
Pinterest Google+

Oglądając jeźdźców będących w czołówce rankingu FEI nierzadko czujemy ukłucie zazdrości, ale czy zdajemy sobie sprawę, co rzeczywiście musieli przejść ci najlepsi, zanim doszli do sukcesu? Każdy przecież miewa problemy z końmi, nawet jeśli nie chwali się tym za głośno. Jakie kłopoty sprawiają najlepsze konie na świecie?

Często zdarza się tak, że wielkimi postaciami stają się osoby na swój sposób „dziwne”, wyróżniające się, czy nawet nieco szalone. Rzadko kiedy „normalność” staje się wyjątkowa. Podobną zasadę można odnieść do koni ujeżdżeniowych. Te z nich, które wprawiają nas w zachwyt od pierwszych kroków postawionych na czworoboku, zazwyczaj nie należą do koni łatwych czy spokojnych. Za (a może właśnie przed) ogromnym talentem idzie więc często ponadprzeciętna wrażliwość i temperament, a to oznacza problemy w treningu.

Powiedzenie, że nic co dobre nie przychodzi łatwo, pojawia się chyba w głowie większości jeźdźców. Oczywiście tych jeźdźców, którzy zdążyli już zderzyć się z rzeczywistością i na własnej skórze doświadczyli tego, że istnienie zrównoważonego konia, który ma mnóstwo energii, który szybko i gładko przechodzi przez trening podstawowy do poziomu Grand Prix, można przyrównać do istnienia jednorożca. Jaka więc naprawdę jest droga do sukcesu? Mówią o tym światowej klasy jeźdźcy.

Ingrid Klimke zaczęła pracować z koniem Dresden Mann, kiedy ten miał 4 lata i był jeszcze ogierem. Klimke wspomina, że jako ogier Dresden Mann był ciągle rozkojarzony, jego uwagę przykuwał każdy koń w pobliżu, a na domiar złego – uwielbiał się popisywać. Po trzech latach niełatwej pracy Klimke w porozumieniu z właścicielem konia, Clodaghem Wallace, postanowiła, że konia trzeba wykastrować. Zabieg przebiegł pomyślnie, a jego efekty bardzo ucieszyły niemiecką amazonkę – koń nie był już tak pobudliwy, ale wciąż miał zapał do pracy. Całą swoją uwagę skupiał też na pomocach dosiadającego go jeźdźca, który – po trzech latach walki z naturalnymi instynktami ogiera – został wspaniale wynagrodzony.

Adelinde Cornelissen i Parzival.
Adelinde Cornelissen i Parzival. Źródło: FEI.

Życiowym koniem Adelinde Cornelissen jest jej obecny wierzchowiec Parzival. Doprowadzenie go do poziomu Grand Prix było nie lada wyzwaniem. Na początku swojej drogi pod siodłem Adelinde, Parzival był bardzo płochliwym koniem. Wystarczyło choćby kichnięcie, żeby młody Parzival w ciągu sekundy przemierzył odległość od litery A do C. Bał się nawet innych koni. Adelinde zaliczyła więc kilka spektakularnych kontuzji, będących konsekwencją upadku z konia. Jednak mimo trudności, pojawiających się na każdym etapie treningu, Adelinde wciąż wierzyła w możliwości Parzivala i nie zrezygnowała z niego. Jak twierdzi, koń ten jasno przekazuje jeźdźcowi, czego chce. Adelinde właściwie zawdzięcza mu wszystko, co dotąd osiągnęła w sporcie jeździeckim. Dzięki niemu wzniosła się na wyżyny ujeżdżenia. Zanim to jednak nastąpiło, musiała uzbroić się w ogromne pokłady cierpliwości.

Pierwsze treningi para Dieter Laugks i Weltall odbyła w 2007 roku. Koń ten dwa lata wcześniej ustanowił rekord świata i tym samym pojawił się na językach jeźdźców z całego globu. Nie bez powodu. Był on wówczas jednym z ciekawszych wierzchowców startujących na poziomie Grand Prix. Jakość wykonywanego przez niego piaffu i pasażu była na najwyższym poziomie, podobnie jak wydłużenia i skrócenia ram w przejściach między chodami. Wykonywał ten element z absolutną lekkością i bez wysiłku. Jednocześnie jednak był koniem trudnym, hiperwrażliwym, reaktywnym i – jak mawiał jego jeździec, wymagał od niego dość dużo odwagi w prowadzeniu. To powodowało – obok wspaniałych możliwości zebrania, problemy z rozluźnieniem i odbijało się mocno na jednym z ważnych elementów programu, czyli jakości stępa. W zasadzie potrafił go w ogóle nie pokazać. W galopie chwila nieuwagi ze strony jeźdźca szybko objawiała się w utracie rytmu. A kiedy naprawdę się czegoś przestraszył – jeździec nie miał nad nim absolutnie żadnej kontroli. Praca z Weltallem była bardzo trudna, a różnice zdań u konia i jeźdźca doprowadziły do utraty zaufania tego pierwszego. Co za tym idzie – także niższych ocen na czworoboku (spadek do 66%). Tak było do czasu, gdy koń trafił do Laugksa, który – zamiast rozwijać możliwości konia w piaffach i pasażach – postawił na pracę u podstaw. Pracował więc głównie nad rozluźnieniem i przepuszczalnością konia, stawiał mu stopniowo nowe wyzwania, a ograniczenia i trudności  krok po kroku przezwyciężał. Uzyskał zaufanie Weltalla i w efekcie stali się partnerami, co można było zaobserwować zwłaszcza podczas prowadzenia rund honorowych. Nie znaczy to, że problem całkowicie zniknął. Każdy przegląd weterynaryjny, każda nowa sytuacja – to nadal było wyzwanie dla całej ekipy.

Charlotte Dujardin i Valegro.
Charlotte Dujardin i Valegro. Źródło: FEI.

Obecny rekord świata należy do Valegro, który całkowicie zmienił życie startującej na nim Charlotte Dujardin. Blueberry (jak nazywają go pieszczotliwie ludzie w stajni) ma niespotykaną osobowość, ugruntowaną przez łagodny stosunek ludzi do niego. Choć nie był i nie jest koniem problematycznym, jego jeździec i trener zwracają uwagę na inną „pułapkę”, którą możemy napotkać w procesie treningu. Podobnie jak każdy inteligentny i uzdolniony koń, Valegro potrzebuje ogromu cierpliwości ze strony jeźdźca. Uczucie to rodzi zaufanie konia, które z kolei powinno zaowocować jego odwagą i walecznością na czworoboku. Wierzchowiec czując tego typu więź emocjonalną z jeźdźcem zwyczajnie bardziej się dla niego stara. Trudność polega na tym, aby przy chęci wykorzystania do maksimum zdolności konia, szczególnie konia, który na to łatwo pozwala, nie zrobić błędu i nie odebrać koniowi „bycia koniem”, gdyż takie zwierzę łatwo można stłamsić i zdemotywować. Charlotte przypomina, jak ważną rolę pełni pochwała stosowana w odpowiednim momencie oraz czas wolny dla konia, jak choćby spędzony na pastwisku. Koń sportowy, to przecież nadal koń.

O tym, jak bardzo może być utalentowana młoda klacz, mówi Jan Bemelmans na przykładzie konia Batuta. Jeździec twierdzi, że nigdy nie był to koń skomplikowany, ale za to nad wyraz delikatny. Batuta była skora do pracy i nie sprzeciwiała się jeźdźcowi na tyle, by brykać lub stawać dęba, a jedynie zerkać na wszystkie strony z wielką ciekawością czy nawet strachem. Wiele o jej osobowości mówił moment wejścia na pastwisko z inną klaczą. Podążała za swoją towarzyszką, nigdy nie próbując wyjść na prowadzenie. Miała ogromny talent, ale przy tym niewiele odwagi i pewności siebie, co objawiało się właśnie w relacjach z innymi końmi. Jan odebrał to jako sygnał, by być jeszcze bardziej subtelnym wobec tego konia. Batuta jest typem konia, który potrzebuje więcej czasu na wszystko, m.in. na pełne zrozumienie danego elementu czworoboku czy też na sprawdzenie, czy nowy obiekt w jej otoczeniu nie jest niebezpieczny. Tylko tolerancja tego faktu może przynieść jeźdźcowi efekty w postaci progresu konia i wyników sportowych.

Konie, które mają szansę na osiągnięcie wysokich wyników na poziomie Grand Prix, muszą być energiczne, wręcz gorące, a przy tym bardzo wrażliwe. Ich jeźdźcy zaś spokojni i cierpliwi. Choć taki team to mieszanka wybuchowa, ma duże szanse na sukces. Jednocześnie powinniśmy zapisać sobie w naszych jeździeckich głowach ważną zasadę, aby spotykając na swojej drodze uległy, koński ideał, nadal pamiętać o jego potrzebach i szanować jego „końskość”.

Na podstawie artykułu „What does it take to ride that dream horse?” (autor: Sarah Warne).

Previous post

Listy startowe sobota KJ Classic Solec Kujawski

Next post

Solec Kujawski: Listy startowe niedziela