Home»Aktualności»Genetyczny make-up – jak żywić konie ujeżdżeniowe?

Genetyczny make-up – jak żywić konie ujeżdżeniowe?

Zapraszamy do zapoznania się z pierwszym materiałem w cyklu artykułów promocyjnych o tematyce żywieniowo-medycznej. Przedstawiamy firmę HippoVet+, dystrybutora wysokiej jakości pasz i autora artykułu - właściciela firmy, Dr hab. Krzysztofa Marycza prof. nadzw., który na co dzień jest wykładowcą na Uniwersytecie Przyrodniczym we Wrocławiu oraz kieruje Departamentem Nauki i Rozwoju firmy St. Hippolyt w Niemczech.

4
Shares
Pinterest Google+

Zapraszamy do zapoznania się z pierwszym materiałem w cyklu artykułów promocyjnych o tematyce żywieniowo-medycznej.  Przedstawiamy firmę HippoVet+, dystrybutora wysokiej jakości pasz i autora artykułu – właściciela firmy, Dr hab. Krzysztofa Marycza prof. nadzw., który na co dzień jest wykładowcą na Uniwersytecie Przyrodniczym we Wrocławiu oraz kieruje Departamentem Nauki i Rozwoju firmy St. Hippolyt w Niemczech. Dziś tematem artykułu jest:

Jak żywić konie ujeżdżeniowe zgodnie z ich kodem genetycznym?

W ostatnich latach coraz więcej dowiadujemy się na temat zmieniających się uwarunkowań genetycznych koni, co w sposób bezpośredni wpływa na budowę, rozwój, a w konsekwencji wydajność pracy naszych podopiecznych. Coraz to nowe ośrodki badawcze na całym świecie odkrywają dotąd nieznane geny, które regulują określone funkcje i cechy organizmu, np. sposób ruchu, podatność na schorzenia danego aparatu ruchu, a nawet wydolność – wszystkie te cechy są kluczowe dla koni sportowych, w tym także ujeżdżeniowych.

Odkryto na przykład, że geny FNDC5 oraz PPARGC1A odgrywają kluczową rolę w regulacji wydolności koni. Dodatkowo, prof. McGivney z University College Dublin z Irlandii wykazał, że gen FNDC5 regulowany jest przez miostatynę (MSTN), czyli czynnik wzrostu, który hamuje hypetrofię mięśni u koni sportowych, ograniczając możliwości rozwoju tkanki mięśniowej. Wydawałoby się, że te trudne sformułowania nie są nam w żaden sposób bliskie i stanowią tajemną wiedzę, zrozumiałą tylko w świecie nauki. Ale czy tak jest naprawdę? Otóż nie!

Świadome, codzienne żywienie koni dotyczy każdego z nas. Każdego, kto posiada lub użytkuje konie. W zrozumieniu żywienia na poziomie ekspresji pojedynczych genów z pomocą idzie nutrigenomika, nowa dziedzina nauki, badająca wpływ żywienia na aktywność określonych genów – w tym tych, które regulują „zdrowotność” konia, stopień jego nabudowania się czy podatność na schorzenia aparatu ruchu. Podsumowując, można powiedzieć, że to czym karmisz swojego konia wpływa na aktywność jego genów, a tym samym warunkuje jego wydolność, zdrowotność czy to w jaki sposób się porusza. Tyle słowem wstępu, przejdźmy do konkretów.

pexels-photo

Konie ujeżdżeniowe zawsze fascynowały mnie pod względem ich fizjologii, budowy, ekspresyjnego ruchu i elegancji. Charakterystyczny u koni dresażowych jest (czy raczej powinien być) nabudowany, kompaktowy zad, umiarkowanie umięśniona klatka piersiowa, ale z wyraźnie zaznaczonymi partiami mięśni piersiowych i szyi. Prawidłowa ocena stosunku wymienionych partii mięśni jest pierwszym etapem oceny kondycji konia, wstępem do opracowania odpowiedniej strategii żywieniowej, która ma na celu utrzymanie mięśni w odpowiedniej kondycji fizjologicznej. Ma to ogromne znacznie dla ruchu konia, jego „elastyczności” czy wydolności. Zaburzenie tych relacji daje się odczuć w trakcie wykonywania różnych figur, w tym piaffu czy pasażu, które często u koni nieprawidłowo umięśnionych są ich piętą achillesową.

Konie ujeżdzeniowe, w odróżnieniu np. do koni skokowych, używają w pracy głównie włókien mięśniowych typu I, czyli wolno kurczących. W związku z tym wymagają odpowiednich składników pokarmowych, by optymalizować ich pracę. Konie ujeżdżeniowe pracują głównie aerobowo, czyli tlenowo, potrzebują więc wysokiej zawartości tlenu, który trafia do mięśni i wątroby, gdzie metabolizowane są węglowodany oraz tłuszcze, konieczne do produkcji ATP, czyli po prostu energii. Produktem końcowym tego procesu jest podwyższona ciepłota ciała i znacząca utrata elektrolitów, nawet jeśli nie obserwujemy u konia pocenia się. Dlatego też dieta dla konia ujeżdżeniowego w dużej mierze powinna być oparta na wysokiej jakości włóknie odpowiedniego pochodzenia, aminokwasach egzo- i endogennych, tłuszczach oraz odpowiednich bio-aktywnych składnikach, będących w stanie aktywować określone geny. To z kolei w konsekwencji ma nam zapewnić: prawidłowy rozwój konia, wyważony charakter, chęć do pracy oraz zdrowie.

Jak więc zrewidować stosowaną dotychczas dawkę pokarmową?

Przede wszystkim poproś o pomoc osobę z odpowiednim wykształceniem, wiedzą i doświadczeniem, by zrobić to skutecznie. Dlaczego jest to ważne? W swojej praktyce coraz częściej spotykam konie ujeżdżeniowe, którym dawki pokarmowe układają osoby, w moim odczuciu nie rozumiejące do końca fizjologii żywienia, nie wspominając już o rozumieniu mechanizmów żywienia na poziomie molekularnym. A jest to ważne, ponieważ żywienie zaczyna się od pojedynczej komórki.

Opiekowałem się i w dalszym ciągu opiekuję się wieloma końmi m.in. ujeżdżeniowymi nie tylko w Polsce, ale również za granicą (głównie w Niemczech). Podstawową rzeczą, na jaką zwracam uwagę, jest poziom białka, cukrów, skrobi i węglowodanów w paszy. Osobiście swoim podopiecznym polecam pasze nisko skrobiowe – tu mogę zarekomendować mieszanki szwajcarskiej firmy Medvetico charakteryzujące się bezpieczną zawartością skrobi i cukrów BRANDON XS, XL i XP na poziomie średnio 10-15%. Należy jednak zwrócić uwagę nie tylko na ilość cukrów i skrobi, ale na strawność węglowodanów. Pasze serii Brandon zawierają zmodyfikowane (nadtrawione) już na etapie produkcji węglowodany, co fizjologicznie ma dopiero miejsce w jelicie grubym konia. W ten sposób tak zmodyfikowane węglowodany zabezpieczają konia przed nadmiernym wyrzutem insuliny i chronią go przed utratą wydolności, spadkiem masy mięśniowej oraz pomagają w tworzeniu się dobroczynnych substancji przeciwutleniających. Jest to doskonała profilaktyka schorzeń metabolicznych, w tym cukrzycy typu II, coraz częściej spotykanej u koni sportowych.

Enzymatyczne trawienie skrobi to innowacyjne, ekologiczne podejście do produkcji „low-glicemic feed” w odróżnieniu do masowo produkowanych mikronizowanych pasz (głównie brytyjskie), które stosują zboża ekstrudowane. Proces ekstrudowania to nic innego jak termiczna obróbka zboża z udziałem ultradźwięków wysokich częstotliwości. Krótko mówiąc do ogromnej mikrofalówki wkłada się zboża, by złamać skrobię. Istnieje mnóstwo kontrowersji związanych z tym procesem. Wiele środowisk naukowych uważa, że proces ten hamuje wchłanianie mikro elementów i może mieć poważne konsekwencje i wpływ na zdrowie koni w długofalowej perspektywie. Ja uważam, że żywność należy tworzyć naturalnie i sam nie lubię jedzenia z mikrofalówki, więc moje konie jedzą naturalnie. Wart podkreślenia jest fakt, że mieszanki Brandon zawierają (jako jedyne na rynku) nukleotydy, czyli fragmenty DNA drożdży, które są najbardziej wchłanialnymi substancjami odżywczymi, jakie dotąd poznała nauka.

AD6A9492_

Kolejną godną uwagi propozycją są mieszanki paszowe firmy St. Hippolyt, które charakteryzuje bogactwo wysokiej jakości włókna oraz bio-aktywnych substancji ziołowych, wspierających wydolność konia, prawidłowy rozwój masy mięśniowej, a także zrównoważony temperament. St. Hippolyt jest znany większości jeźdźców w Europie i jako firma z długoletnimi tradycjami wykarmił niejednego mistrza (K. Milczarek, D. Schneider, G. Jaworska-Mazur, A. Szulc, T. Jasiński, J. Gawecki). Warto podkreślić, że wyczuwalna w paszach St. Hippolyt wanilia, to w efekcie vanilina, która działa uspokajająco ale również reguluje procesy metaboliczne i podnosi odporność. Produkuje się ją z wysuszonej wanilii z dodatkiem cynamonu. Należy dodać, że częścią diety koni ujeżdżeniowych powinna być dobrej jakości sieczka. Takie oferuje choćby austriacka firma Agrobs, która produkuje je z sian alpejskich – ostatniego bastionu naprawdę czystego klimatu w Europie, a co więcej słynącego z wysokiej bio-różnorodności ziół, o które ciężko na wyspach brytyjskich czy w USA.

Do odpowiedniej jakości włókna należy dobrać tłuszcze. Nienasycone kwasy tłuszczowe w odpowiedniej dawce są kluczowe dla utrzymania tak zwanego „performance” u koni dresażowych. Zazwyczaj podajemy różnego rodzaju oleje, ale czy rodzaj oleju jest czynnikiem determinującym?

Tak

Zawartość i stosunek nienasyconych kwasów tłuszczowych omega 3 do 6 warunkuje skuteczność działania takich preparatów. Ja poleciłbym nowinkę na rynku, olej lniano-kokosowy CONI SPORT zawierający wysoką dawkę kwasów omega 3, ale również średnio łańcuchowe kwasy tłuszczowe (MCT), które – jak wykazano – najefektywniej budują masę mięśniową. Dodatkowo, olej ten zawiera selen, który znosi działanie wolnych rodników w mięśniach i powoduje, że stają się elastyczne i wydajniej pracują.

unnamed

Na deser elektrolity i mesz

Elektrolity powinno stosować się nie tylko wtedy kiedy jest upał i koń mocno się poci. Zwróć uwagę, czy stosowane elektrolity zawierają niezmiernie istotną witaminę E, wspierającą neutralizację wolnych rodników w mięśniach. Dawkę elektrolitów powinno się oszacować na podstawie szczegółowych obserwacji konia oraz badani krwi. Od niedawna wiadomo bowiem, że nadmierne stosowanie elektrolitów niepotrzebnie obciąża pracę nerek. Dlatego uczulam, aby elektrolity stosować świadomie.

Na koniec słów kilka na temat meszu. Ostatnio można było dużo przeczytać w mediach społecznościowych o braku zasadności stosowania meszu w diecie koni. Jednak informacje te są według mnie mocno zmanipulowane i być może wynikają z pewnego niezrozumienia tekstów naukowych. Mesz w dzisiejszym rozumieniu to nie tylko mieszanka otrębów pszennych w połączeniu z siemieniem lnianym podanych na mokro, a taki posiłek stanowił przedmiot badań grupy brytyjskich naukowców, którzy stwierdzili, że taki mesz powoduje dysbiozę bakterii w przewodzie pokarmowym. I z naukowego punktu widzenia mają rację. Tyle tylko, że to co badali nie nazwałbym nowoczesnym meszem, a pulpą pszenną zalaną wodą. Jeśli mesz, który stosujesz obecnie wywołuje rozluźnienie kału Twojego konia, to oznacza, że jest on kiepskiej jakości lub Twój koń ma alergię pokarmową na któryś z jego składników. Mesz, choćby „Irish Mash” produkowany w nowoczesnej technologii, to bogactwo włókna (wysłodki), substancji śluzowych (siemię lniane/makuch lniany), białka (w postaci lucerny) czy substancji bio-aktywnych takich jak nukleotydy, nienasycone kwasy tłuszczowe (omega 3) i probiotyki, utrzymujące odpowiednią relację pozytywnej flory bakteryjnej w jelitach. Podany na mokro mesz (można też w mniejszych ilościach podawać na sucho) staje się doskonałym nośnikiem substancji czynnych, które z wymienionych składników pokarmowych uwalniają się do wody. To powoduje, że są one lepiej wchłaniane i np. zmieszane z elektrolitami zadziałają zdecydowanie szybciej. A z drugiej strony, widząc radosnego konia zajadającego się meszem – czy można mu tego odmówić? Z tym pytaniem pozostawiam Was samych.

Jeśli chcesz profesjonalnie zweryfikować dietę swojego konia – napisz już dziś.

Autor: Dr hab. Krzysztof Marycz

email:

unnamed (1)

Previous post

ZO-A Jakubowice. Wyniki czwartek

Next post

Wyniki ZO-A Jakubowice piątek