Home»Lifestyle»Wywiady»Isabell Werth (05.2010)

Isabell Werth (05.2010)

0
Shares
Pinterest Google+

Isabell Werth – zawodniczki światowej czołówki – nie trzeba przedstawiać. Zapraszamy zatem do lektury wywiadu, którego udzieliła w tym tygodniu naszemu serwisowi.

 

MB: Dlaczego ujeżdżenie – jak to się zaczęło?

 

IW: Dorastałam wśród koni. Mój ojciec zawsze hodował konie, a ja od małego startowałam w zawodach i zajmowałam się zwykłymi sprawami w klubie jeździeckim. Później, kiedy miałam 17 lat, pojawiła się możliwość jazdy na koniach doktora Schulten-Baumer’a. To wtedy całkowicie poświęciłam moją karierę jeździecką ujeżdżeniu.

 

MB: Co jest dla Pani najważniejsze w pracy z końmi?

 

IW: W treningu najważniejsze jest utrzymanie i poprawa naturalnego, wrodzonego ruchu konia. Staram się pracować nad rozluźnieniem i przepuszczalnością (durchlässigkeit) chcąc uczynić elementy tak łatwymi do wykonania, jak tylko jest to możliwe.

 

MB: Jaka jest Pani filozofia treningu: raczej „koń musi”, czy „koń chce”?

 

IW: To niemożliwe, żebym zmusiła dużego konia do tego, co ja bym chciała. Nie mam na tyle siły. Wierzę, że jeśli koń otrzymał dobre podstawy treningu, będzie później wystarczająco silny i przepuszczalny, by wykonywać elementy z łatwością. Jeżeli pojawia się problem, najczęściej spowodowany jest czymś, czego zabrakło w podstawowym treningu.

 

MB: Ma Pani ponad 30 koni w stajni, prowadzi własne kolekcje sprzętu i strojów jeździeckich, a także od kilku miesięcy jest Pani mamą… Jak wygląda Pani zwykły dzień?

 

IW: To wszystko kwestia dobrej organizacji! Teraz, odkąd mam synka, zaczynam jazdę trochę później niż miałam to dawniej w zwyczaju. Staram się kończyć około pory obiadowej i wtedy mam popołudnie dla Frederika i wszystkich innych spraw, które wymagają mojej uwagi.

 

MB: Wiemy, że skończyła Pani prawo i pracowała jako prawnik przez kilka lat. Czy zdarza się, żeby dziś ktoś prosił Isabell Werth o pomoc prawną?

 

IW: Czasem, ale mam tak mało czasu, że prawie zawsze przekazuję te prośby kolegom, którzy mają w tej materii większe kompetencje.

 

MB: Wróćmy jednak do koni: portret Gigolo wisi na ścianie naszej redakcji. To koń, który pomógł Pani wywalczyć 4 złote i 2 srebrne medale olimpijskie. Czy możemy prosić o kilka słów o nim?

 

IW: Gigolo był bardzo wyjątkowy. Był nieprzeciętnym sportowcem. Jak tylko pierwszy raz go dosiadłam, wiedziałam, że to jest koń, na którym chcę jeździć. Uwielbiał pracę, był ambitny i naprawdę lubił starty w zawodach. Miał szczególną aurę, której brak strasznie odczuwam. Cieszę się, że mogłam zapewnić mu długą i szczęśliwą emeryturę w naszej stajni.

 

MB: Który z olimpijskich medali był dla Pani najważniejszy – ten z Barcelony (’92), Atlanty (’96), Sydney (’00), a może ten, zdobyty na Satchmo, w Pekinie (’08)?

 

IW: Naprawdę nie mogę wybrać konkretnego medalu. Wszystkie były ważne na swój sposób.

 

MB: Czy aktualnie trenowane przez Panią konie zobaczymy na czworobokach w najbliższych miesiącach? Czy któryś jest kandydatem do 5-tego medalu olimpijskiego?

 

IW: Bardzo się cieszę, ponieważ mam progresujące konie, które zaczną starty na poziomie Grand Prix w tym roku. Satchmo i Hannes również mają się dobrze – zobaczymy który będzie gotów na Londyn 2012.

 

MB: Totilas i Parzival w Pani opinii? Czy można mówić o nowym typie koni ujeżdżeniowych?

 

IW: Zarówno Totilas, jak i Parzival są bardzo dobrymi i różniącymi się końmi. Nie sądzę, żeby były „nowym typem” konia, ale oba zostały bardzo dobrze wyszkolone i zasługują na sukcesy, które odnoszą.

 

MB: Jaka jest Pani rada dla krajów rozwijających się ujeżdżeniowo, takich jak Polska. Mamy jeźdźców startujących w zachodniej Europie – szczególnie myślę tu o Katarzynie Milczarek, która w kwietniu uzyskała w Hagen wynik ponad 75% w GPK – ale co z innymi? Jest znacznie łatwiej, kiedy nie trzeba liczyć każdego Euro. Czy tania wydajność jest możliwa w ujeżdżeniu?

 

IW: Niestety współzawodnictwo na poziomie międzynarodowym jest bardzo drogie. Trzeba się liczyć z tym, że wydatki związane z podróżami zawodników przybywających spoza Niemiec i Holandii są bardzo wysokie. Dla tych, którzy chcą startować na międzynarodowym poziomie, najlepszym wyjściem byłoby zamieszkanie w zachodniej części Europy, gdzie rozgrywa się większość dużych zawodów. Większość czołowych trenerów pracuje właśnie tutaj i bardzo ważne jest, by regularnie mierzyć się z najlepszymi dla poprawy własnego poziomu.

 

MB: Pani pierwsza myśl na dźwięk słowa „Polska”?

 

IW: Jestem zachwycona, że luzaczka, która jeździ ze mną na zawody, Anna Kleniuk, jest Polką. Towarzyszy mi od wielu lat i jest bardzo ważnym członkiem mojego zespołu.

 

MB: Mam nadzieję, że kiedyś będziemy mogli Panią zaprosić. Ostatnie pytanie: czego Pani życzyć?

 

IW: Najważniejszymi rzeczami w życiu są zdrowie i radość, zarówno w domu, jak i w stajni. Pozostałe sprawy są drugoplanowe.

MB: Also wir wünschen Ihnen Gesundheit und Lebensfreude! Vielen Dank für Ihre Zeit.

 

 

foto: Barbara Schnell

 

Previous post

Dorota Urbańska: "Przeganiam moje rumaki po lesie" (02.2010)

Next post

Wojciech Markowski o MP/CDI Wrocław 2010