Home»Lifestyle»Wywiady»Kowalscy i konie

Kowalscy i konie

0
Shares
Pinterest Google+

Brązowy medal Mistrzostw Polski Seniorów to najnowsze osiągnięcie na Pańskim koncie, wieńczące sezon 2014. O czym myślał Pan, stając na podium?

 

Cieszyłem się bardzo z tego ogromnego sukcesu. Na początku roku zacząłem startować Małą Rundę na Ragtimie, przy czym były to jego pierwsze starty w karierze.

 

Chciałem tego konia przygotować na Mistrzostwa, ale nie podejrzewałem, że od razu będziemy walczyć o medale. Sukces cieszy tym bardziej, że konkurencja w roku 2014 na mistrzostwach naprawdę była mocna, dobrzy jeźdźcy i dobre konie.

 

Zaczął Pan na tym koniu startować w 2014, ale kolejne starty pokazywały, że umiecie powalczyć…

 

Nasze charaktery są bardzo zbliżone, lubimy rywalizację. Ragtime podczas startów potrafi się mocno sprężyć i dać z siebie wszystko. Jednakże nie należy zapominać, że jest to młody koń, który mało startował w swoim życiu i wiele elementów jest jeszcze do poprawienia. Jego potencjał jest bardzo duży i satysfakcja z jazdy na tym koniu jest ogromna. Z tygodnia na tydzień da się odczuć poprawę jakości chodów, jak i elementów Grand Prix. Myślę, że sezon 2015 potrafi nam się lepiej dograć i pokazać pełnię możliwości.

 

Czy dobrze rozumiem, że trafienie na ?swojego? konia to połowa sukcesu?

 

A może nawet więcej. Sęk w tym, by dobrać konia pod jeźdźca. Ze swojego sporego doświadczenia wiem, że jeśli nie ma chemii pomiędzy koniem a jeźdźcem, to nawet ogrom pracy może nie dać efektów. Czasami zdarza się tak, że jeden koń dla jednego jeźdźca będzie zupełnie bezwartościowy, a dla innego będzie to doskonałe dopasowanie. Każdy zawodowy jeździec ma swój model treningu, do którego jest dobrze dopasować konia. Przyniesie to wtedy bardzo dobre efekty i zarówno koń, jak i jeździec będą odczuwali satysfakcję z treningów i startów.

 

Kiedy dosiadł Pan konia po raz pierwszy?

 

Po raz pierwszy dosiadałem konia w wieku 2 lat, potem kilka razy u rodziny na wsi, ale tak naprawdę przygoda jeździecka rozpoczęła się w wieku 13 lat. Wtedy też rozpocząłem regularnie jeździć. Moje początki kariery jeździeckiej związane są z KJ Zbrosławice. Ujeżdżeniem zaraził mnie pan Jarek Poręba wraz z Andrzejem Sałackim, pod okiem których trenowałem pierwszych kilka lat. W zasadzie od tego czasu niczym innym się nie zajmuję. Tak więc od nieomal 30 lat zajmuję się wyłącznie końmi.

 

To kawał czasu. (…) Ujeżdżenie zyskuje na popularności?

 

Na szczęście zyskuje na popularności. Jest to kolebka dyscyplin jeździeckich. Żeby uprawiać jakikolwiek sport jeździecki, trzeba opanować ujeżdżenie przynajmniej na poziomie klasy C (oczywiście mowa o sporcie wyczynowym). Jest to również jedna z najbezpieczniejszych form jeździectwa, dlatego pewnie tak wielu ludzi jest zainteresowanych właśnie ujeżdżeniem. Ciągle jednak mamy zbyt małą liczbę wykwalifi kowanych szkoleniowców. W porównaniu do tego, co było 10-20 lat temu, jest ich oczywiście więcej, ale w moim odczuciu jest to liczba ciągle za mała. Łatwiej jest także z dostępem do samej dyscypliny. Powstaje w Polsce coraz więcej ośrodków jeździeckich, dysponujących świetną bazą zarówno dla konia, jak i jeźdźca. Wszystkie te wyżej wymienione czynniki powodują wzrost zainteresowania samą dyscypliną.

 

 

czytaj więcej w miesięczniku
Konie i Rumaki 02/2015
foto: Łukasz Kowalski

Previous post

Kurs oceny eksterieru koni

Next post

Klinika dosiadu z Elaine Butler