Home»Lifestyle»Wywiady»Wojciech Markowski

Wojciech Markowski

0
Shares
Pinterest Google+

Doktor Wojciech Markowski, jedyny polski sędzia “O”, z niemal 25-letnim doświadczeniem w tej roli, podzielił się z nami swoimi obserwacjami na temat konsultacji, kalendarza zawodów i mistrzostw.

 

Panie Doktorze, spotkaliśmy się w czasie konsultacji w jednym z podwarszawskich ośrodków. Widział Pan już kilka par. Nad czym pracowaliście?

Z założenia konsultacje miały być poświęcone poprawnemu wykonaniu programu na czworoboku, ale już w fazie wstępnej – obserwując konie – uznałem, że jeżdżenie samych testów nie ma sensu, dopóki podstawowe wymagania, jakie są stawiane koniom, jak elastyczność, obszerność ruchu, nie są spełnione. Wiadomo, że bez tego wynik będzie na poziomie sześćdzięciu, sześćdziesięciu kilku procent. To jest właśnie taka, chyba największa, bolączka naszego ujeżdżenia: skupiamy się na prezentowaniu danej pary tak, że startowała tu, tu i tu, w takiej, a takiej klasie, natomiast za mało zwracamy uwagę na jakość. Począwszy od młodych koni, a skończywszy na jeźdźcach kucy, juniorach i młodych jeźdźcach. Tu jest ta bariera, która ciągle, mimo zwiększającej się liczby osób jeżdżących, czy chętnych do startu w ujeżdżeniu powoduje, że poziom nadal nie jest taki, jak byśmy chcieli. Oczywiście jest poprawa. Widzi się to porównując obecny poziom do tego sprzed paru lat. Wszelkie konsultacje, które są prowadzone i z trenerami zagranicznymi i naszymi, mają pozytywny wpływ na prawidłowe szkolenie. W dalszym ciągu jednak, w tej codziennej pracy za mało zwracamy wszyscy uwagę na jakość.

Wynika z tego, że ciągle jest jeszcze dużo pracy do wykonania. Czy zatem jeźdźcy mogą liczyć na cykliczną współpracę z Panem?

Tak, oczywiście. Z tym nie ma problemu. Wszystko zależy od jeźdźców i trenerów, czy będą chcieli skorzystać  z mojej wiedzy i doświadczenia. Tego typu konsultacje polegają na próbie pokazania kierunku, w którym należy pracować. I takie jest ich zadanie, bo wiadomo, że z końmi w ciągu jednej godziny dużego postępu się nie osiągnie. Oczywiście, pewne efekty można zauważyć: jak koń chodzi na początku, a jak nawet po dziesięciu minutach. Jeżeli tylko jeźdźcy, łącznie z trenerami, zapamiętają uwagi i w codziennej pracy będą się chcieli stosować do usłyszanych wskazówek, to wtedy, stopniowo  będą wyniki.

Rozmawiamy na Mazowszu, ale pamiętam, że podobne konsultacje prowadził Pan też w innych częściach Polski. Jak wypada porównanie jeźdźców z różnych regionów kraju?

W każdym regionie są jeźdźcy dobrzy, średni i słabsi. I w Krakowie jest kilku dobrych jeźdźców i dobre konie, we Wrocławiu również. Ważne jest, że w ostatnich latach jest duże zainteresowanie szkoleniem. To jest bardzo pozytywny objaw. Tylko zawsze jest jeden warunek musi być spełniony: konsultacje,  obojętnie przez kogo prowadzone, powinny się periodycznie powtarzać i to z tą samą osobą. Prawdopodobnie moje uwagi i innych prowadzących są bardzo podobne, ale ważne jest, żeby powtarzać i sprawdzać, czy  wszystkie rady są stosowane podczas treningu. Konsultacje prowadzimy okresowo, a na codzień, jeździec zostaje albo sam albo z trenerem. Ważne jest, żeby w tej codziennej pracy, uwagi były realizowane.

Wspomniał Pan Wrocław: niedługo, w ostatni weekend lutego, poprowadzi Pan tam zajęcia. Założenia są takie same jak tutaj, czy to zupełnie inne wydarzenie ?

Konsultacja we Wrocławiu będzie wyglądała  nieco inaczej. Pierwsza część, pierwszego dnia, to seminarium dla sędziów. Oczywiście, każdy chętny może wziąć udział. Po południu są konsultacje z zawodnikami, a w niedzielę zawody okręgowe, ale trochę na innej zasadzie. Przewidzieliśmy dłuższe czasy przeznaczone dla  zawodników, a przejazdy będą opatrzone głośnym komentarzem tak, jak to jest w konkursach dla młodych koni. Po każdym przejeździe będzie podawana ocena, więc działa to dwustronnie, bo będzie korzystne i dla sędziów biorących udział w szkoleniu, jak i dla jeźdźców i ich trenerów.

Skoro już wspomniał Pan o młodych koniach: mamy Mistrzostwa 4-, 5- i 6-latków, ale ma Pan też pomysł dla nieco starszych wierzchowców.

Owszem. Skłoniła mnie do tego właśnie niska frekwencja na zeszłorocznych MPMK. Zastanawiałem się, analizowałem i doszedłem do wniosku, że istnieje luka szkoleniowa. Mamy program dla 4-, 5- i 6-cio-latków, a potem gwałtowny skok do konkursów Grand Prix. Nie ma opracowanego stopniowego przejścia pomiędzy tymi poziomami w odniesieniu do  koni o wyższym stopniu wyszkolenia. W związku z tym pomyślałem, że dobre byłoby wprowadzenie  nowej formuły mistrzostw dla starszych koni. Teraz są rozgrywane Mistrzostwa Młodych Koni (4-, 5- i 6-letnich) i Mistrzostwa Polski Seniorów, gdzie minimalny wiek dla konia startującego w konkursie Grand Prix to 8 lat. Wiadomo jednak, że tylko najlepsi mogą na tym poziomie pokazywać konie tak młode. Najczęściej mają one co najmniej 9, 10 lat. Mamy więc dziś taki okres przejściowy, czasami prowokujący do szybkiego przygotowania koni do Grand Prix, bo nie ma innych wyznaczników, które  oceniałyby postęp w wyszkoleniu. W związku z tym proponuję wprowadzenie Mistrzostw Polski dla koni 7-, 8- i 9-letnich jako etap wypełniający tę lukę. Wtedy zawodnicy mogą spokojnie przez 3 lata szkolić konie do poziomu Grand Prix. Również jeżeli ktoś kupi konia i okaże się, że ma  on świetne  chody, ale niestety jest antytalentem do wykonywania piaffu, czy pasażu, czy będzie to koń, którego psychika, bądź budowa nie pozwala mu być koniem Grand Prix, to jego jeździec przy obecnym systemie nigdy nie będzie usatysfakcjonowany jakimkolwiek wynikiem sportowym. Mistrzostwa w tej grupie koni dają mu szansę np. bycia Mistrzem Polski.

To oczywiście tylko jedna z korzyści…

Innym aspektem będzie pozwolenie jeźdźcom na stopniowe, trzyletnie, przygotowanie konia do poziomu Grand Prix. Czyli zawodnik startuje w małej rundzie, ale w domu może  przygotowywać konia do poziomu dużej rundy i po trzech latach solidnej pracy, obycia startowego może potem startować w programach CS1A i CS1B. Czyli mając konia małej rundy jeździec miałby szansę wystartowania w Mistrzostwach Polski. Sądzę, że ten system zwiększy zainteresowanie startami w konkursach małej rundy. Jestem pewien, że zwiększy się frekwencja.

Czy podobne pomysły realizowane są na świecie ?

Tak, aczkolwiek ja nie idę tak daleko, jak w innych Federacjach Jeździeckich. Na przykład w Australii,  Mistrzostwa są rozgrywane na każdym poziomie, nawet na poziomie naszej klasy L jest Mistrz Australii. Jak się okazało, kiedy ten system został  wprowadzony, bardzo wzrosła liczba startujących zawodników. Daje to jeźdźcom możliwość startu w konkursach na niższym poziomie, satysfakcję, zainteresowani są również sponsorzy. Nie każdy koń będzie przecież koniem Grand Prix. System rozgrywania Mistrzostw powinien wspierać popularyzację dyscypliny, a nie ją hamować. W Holandii są nawet dodatkowo  mistrzostwa zimowe. Argument, że tytuł Mistrza Polski nie będzie już miał tej wartości i rangi, jak do tej pory, nie trafia do mojego przekonania. Nie wypominając niektórym kolegom w jakich konkursach zdobywali tytuły: nikt dzisiaj nie pamięta, że Pan X był Mistrzem Polski wygrywając konkurs Świętego Jerzego. Taki był wtedy poziom. Później wprowadzono Inter II, a dopiero po jakimś czasie Grand Prix. Bardzo dobrze, bo jest  mobilizacją, ale nie każdy ma konia, który będzie koniem GP, więc dajmy mu szansę odczuć satysfakcję.

Czy takiej funkcji nie spełnia dziś Halowy Puchar Polski?

Niech Pan się zamieni na chwilę w zawodnika: wolałby Pan być Mistrzem Polski, czy wygrać Halowy Puchar Polski ?

Odpowiedź wydaje się oczywista 🙂

Moim zdaniem  do programu Halowego Pucharu Polski powinny być wprowadzone  dwa nowe konkursy: Inter A i Inter B, bo wtedy konie, które mają w sezonie otwartym startować w Grand Prix możemy w sezonie halowym “przepuścić przez konkursy A i B”. Musimy się zdecydować co  chcemy osiągnąć: czy podzielić nasz sezon na halowy i otwarty ? Od kiedy do kiedy ? Jaka jest myśl przewodnia konkursów w sezonie halowym, a jaka w otwartym ? Układ kalendarza powinien być temu podporządkowany. Organizatorzy powinni się do tego dostosować. Musi być odpowiednia liczba zawodów  i muszą to być zawody dobrej jakości, z dobrymi nagrodami.  Przykładowo zawody zorganizowane w zeszłym roku w Bobrowym Stawie takie były: dobre nagrody, organizacyjnie odpowiednio przygotowane.  Kalendarz powinien być tak ułożony, żeby przygotować naszych zawodników (kiedyś tak było) do głównych imprez w danej kategorii wiekowej.

Wracając jeszcze na chwilę do Mistrzostw dla 7-9-latków – w chwili obecnej to tylko pomysł, czy już realne działania?

Padła taka propozycja z mojej strony i została  zaakceptowana. Realizacja odbywać się będzie poprzez włączenie odpowiednich konkursów do programu Halowego Pucharu Polski. Efekty zobaczymy w następnym sezonie.

Dziękuję bardzo za rozmowę i trzymam kciuki za powodzenie.

 

zdjęcie z archiwum
W. Markowskiego

 

Previous post

CDI*** Radzionków 2014

Next post

XV Halowy Puchar Polski w Ujeżdżeniu