Home»Lifestyle»Wywiady»Beata Stremler (09.2011)

Beata Stremler (09.2011)

0
Shares
Pinterest Google+

Jest piękna, młoda i utalentowana. Ledwo przed chwilą błyszczała na holenderskim czworoboku w Rotterdamie w czasie Mistrzostw Europy, a już zdążyła wystartować w Polsce, zdobywając Mistrzostwo Polski Seniorów. Co więcej znalazła chwilę, żeby odpowiedzieć na nasze 10 pytań. Specjalnie dla Was: Beata Stremler!

 

DR: Zaczniemy od standardowego pytania dressage.pl: skąd wzięła się u Ciebie jeździecka pasja i dlaczego akurat ujeżdżenie?

BS: Wszystko zaczęło się bardzo typową historią młodej dziewczynki zafascynowanej kucykami i marzącej o przebywaniu z nimi jak najczęściej się tylko da. Dlaczego ujeżdżenie? Dokładnie już nie pamiętam, kiedy podjęłam tę decyzję. Z pewnością jednak, już od małego, byłam dużo szybciej oczarowana widokiem koni ujeżdżeniowych, niż skokowych.

 

DR: Kiedy zaczęłaś startować i kto (jako trener) wprowadzał Cię w ujeżdżeniowy świat?

BS: Zaczęłam startować w skokach i ujeżdżeniu w wieku 10 lub 11 lat pod okiem Pani Anny Zielińskiej oraz Pani Ewy Łobos. Moją pierwszą trenerką ujeżdżenia na dużym koniu była Pani Anna Piasecka. Pani Piasecka wprowadziła mnie w typowo ujeżdżeniowy świat.

 

DR: Skoro już przeszliśmy do dużych koni, od razu nasuwa się Idealist, którego starsi pasjonaci ujeżdżenia pamiętają, ale może zechcesz nam opowiedzieć o nim i o Waszych wspólnych sukcesach?

BS: Idealist, zwany Idim, to koń, z którym stawiałam pierwsze kroki na międzynarodowych czworobokach. Właśnie z nim wyjechałam 8 lat temu do Niemiec, dzięki niemu mogłam nauczyć się tak wielu nowych rzeczy. Naszymi największymi sukcesami było zwycięstwo w hiszpańskiej Sunshine Tour oraz 18-te miejsce na ME Młodych Jeźdźców w Vilhelmsborgu w Danii w 2004 roku.

 

DR: To naprawdę już 8 lat jak mieszkasz w Niemczech? Z kim trenowałaś, z kim trenujesz aktualnie?

BS: Pierwsze 3 lata trenowałam z Jeanem Bemelmansem, trenerem kadry hiszpańskiej. Następne 4 lata uczyłam się od Jana Nivella, który jest nieco mniej znanym, za to bardzo zaangażowanym Trenerem, dającym zawodnikom bardzo dużo bazy jeździeckiej. Od początku roku 2011 zaczęłam treningi z Tonem de Ridder, który okazał się prawdziwym Trenerem marzeń. Mimo naszej stosunkowo krótkiej współpracy, nauczyłam się od niego naprawdę bardzo wiele, moja jazda stała się dojrzalsza i poczułam się dużo pewniej w roli zawodnika.

 

DR: Czyli cały czas startowałaś? Niewiele mieliśmy o Tobie informacji w tym czasie.

 

BS: Oczywiście, startowałam, jednak nie mogę ukryć, iż miałam bardzo dużo pecha przez jakieś 4, czy 5 lat pobytu w Niemczech. Trafiłam na złych ludzi, straciłam dużo, przeżyłam naprawdę bardzo dużo ciężkich chwil, o których nie będę się tutaj rozpisywać. Nauczyły mnie one jednak dużej cierpliwości i dzięki nim naprawdę doceniam pozytywne chwile w tym sporcie.

 

DR: Jeśli się mylę to proszę popraw mnie, ale Twój świetny występ na tegorocznych ME to Twój największy sukces do tej pory? Jako jedyna z naszej ekipy zagrałaś się do finałowego GPK, a do tego “wyjechałaś” niemal 75%. Spodziewałaś się, że pójdzie Ci aż tak dobrze? Co czułaś po końcowym ukłonie?

BS: Oczywiście, że to był największy sukces w moim życiu. Nigdy bym się tego nie spodziewała, a tym bardziej nie w naszym pierwszym, międzynarodowym sezonie Grand Prix. Moim marzeniem było dostanie się do GP Special, czyli do pierwszej 30-stki. Rzeczywistość okazała się dużo piękniejsza. Pobiliśmy z ?Marcysiem? nasze rekordowe procenty, byliśmy lepsi, niż wiele fantastycznych par, znanych ze światowych czworoboków od lat. Nazwiska takie, jak Edwad Gal, Hans Peter Minderhoud, Victoria Max-Theurer znalazły się na niższych miejscach, niż my. Jeśli mam być szczera, nadal nie mogę do końca jeszcze w to uwierzyć. Ostatni ukłon był pełen wdzięczności, że dane mi było być w finale i że dane mi było przeżyć tak piękne chwile.

 

DR: Opowiedz nam coś więcej o ME 2011. Jaka była atmosfera w ekipie, jaka była atmosfera na zawodach? Jak odnosili się do Was – Polaków – członkowie innych ekip? W końcu Polacy, nie dość, że pojawili się na tych zawodach ekipą to jeszcze zajęli 9. miejsce drużynowo, zaś do “objechania” Finów i Austriaków zabrakło ułamków procenta. Jak dotad to bodajże najlepszy wynik w historii polskiego dresażu?

BS: To prawda, udało nam się nieco zamieszać w Rotterdamie. Generalnie atmosfera tych zawodów była świetna. Nie było żadnych zgrzytów, panowała prawdziwa, sportowa atmosfera i bardzo dobrze dogadywaliśmy się z innymi ekipami. Nasz Team był cudowny! Każdy trzymał za każdego kciuki ? nie pamiętam kiedy ostatnio tak się denerwowałam, jak w trakcie przejazdu Grand Prix Michała i Randona. Boże, jak ja mu życzyłam 71%!!! Pan Andrzej Sałacki był idealnym Szefem Ekipy ? dzięki niemu byliśmy zawsze o wszystkim na czas poinformowani i byliśmy wspierani, jak tylko było można. Bardzo mu za to dziękuję w imieniu nas wszystkich!

 

DR: Dwa tygodnie po ME startowałaś już w Mistrzostwach Polski. Podróż powrotna z Holandii, wyjazd do Polski do Wrocławia. To chyba dość napięty terminarz?

BS: Oj tak. Między Rotterdamem, a Wrocławiem zaliczyłam jeszcze start w Bundeschampionacie w Warendorfie z 5-letnią klaczą mojej klientki, więc naprawdę mój plan był bardzo mocno napięty. Muszę przyznać, że ledwo dałam radę i naprawdę moje starty na MP nie należały do najprzyjemniejszych startów w mojej historii. Miałam problemy z koncentracją ? nawet pomyliłam trasę Grand Prix, w trakcie przejazdów parę razy musiałam wewnętrznie na siebie krzyczeć, żeby się bardziej skupić. Martini chyba czuł się podobnie, gdyż nie szedł lekko do przodu i nie cieszył się pracą tak jak zwykle. Jednak mimo to, jak zawsze walczył dla mnie, jak tylko mógł. Kochany koń!

 

DR: Gdzie zatem wystartujesz następnym razem?

BS: Teraz będziemy mieć przerwę aż do zawodów w Stuttgarcie, które odbędą się w listopadzie. Na pewno wystartuję jeszcze na zawodach narodowych z innymi końmi moich klientów, ale te starty nie wiążą się z dalekimi wyjazdami i noclegami poza domem.

 

DR: Trenujesz, jeździsz na zawody. Masz jakieś dodatkowe zajęcia? Jak wygląda standardowy dzień Beaty Stremler?

BS: Haha! Problemem chyba prawie każdego jeźdźca zawodowego jest brak czasu na dodatkowe zajęcia. Ja nie jestem wyjątkiem. 6 dni w tygodniu pracuję, a mój jeden wolny, poniedziałek, staram się jak najbardziej wykorzystać na przebywanie z moim kochanym chłopakiem. Mój standardowy dzień pracy zaczyna się o 7:30 rano na koniu i trwa zwykle do 16:00 ? 17:00.

DR: Dziękuję za poświęcony czas. Pozostaje mi życzyć Ci kolejnych sukcesów, na które z niecierpliwością będziemy czekać. Powodzenia!

 

Previous post

Anky van Grunsven (12.2010)

Next post

Tinne Vilhelmson-Silfven (09.2011)